Dziś jest poniedziałek, 12 maja 2008, godz. 02:58. Zapraszamy do korzystania z serwisu.

Nowe spojrzenie

Artykuły

Oceniamy i analizujemy świat jak wielkie podwórko, po którym chodzimy. Obserwujemy zjawiska i prawidłowości i spodziewamy się zajścia danego zjawiska w określonych warunkach. Czy tego chcemy czy nie, analizujemy wszystko według systemu przyczyna-skutek, tak jest... czy może tak nas nauczono?

Jakby nie było, według tego systemu tworzymy i egzystujemy. Budujemy społeczeństwa na zasadach, u podstaw których leży to, co nazywamy logiką. A co jeżeli widzimy to, co chcemy widzieć? A gdyby wszechświat był o wiele prostrzy, ale jednocześnie o wiele bardziej skomplikowany dla nas przez nasze uwięzienie w tej iluzji? Jeżeli świat jest nieskończony... to gdzie jest jego centrum? A my? Co w nim robimy?

Rodzimy się, żyjemy, umieramy – czy tak nam się tylko wydaje...

Czym jest wszechświat? Czym jest świadomość? Czym jesteśmy my?

W jaki sposób tworzy się świadomość? Czy może istnieje zawsze, czy pojawia się wraz z narodzinami?

Czym jest to, co nazywamy istnieniem?

Obserwując to, co mnie otacza, naszło mnie dziwne przeczucie... albo pomysł. Skąd możemy być pewni, że to, co widzimy, jest prawdziwe? Ktoś odpowie: możemy tego dotknąć, poczuć, doświadczyć. A ja się go zapytam: czym jest doświadczenie? Być może uzyskam odpowiedź: rzeczywistością, ale jest to błąd. Wszystko odbieramy za pomocą impulsów nerwowych. My nie doświadczamy rzeczywistości, lecz tylko jej iluzję opartą na tych impulsach, czyli de facto nic o rzeczywistości nie wiemy. Promienie słoneczne odbijają się od przedmiotów, a długość fali światła jaką odbita wiązka uzyska tworzy złudzenie koloru, którego tak naprawdę żaden obiekt fizyczny nie posiada. Tak samo dźwięk nie istnieje – istnieją tylko drgania powietrza, które różnie interpretujemy. A interpretacja ta zależy od wielu czynników i prawdopodobnie opiera się na skojarzeniach. Może wszyscy byśmy mieli taki sam gust muzyczny gdyby nie te skojarzenia? A co jest w obszarze, którego nie postrzegamy? Czy mogą istnieć obiekty, od których nie odbijają się promienie słoneczne? A dotyk? Czy wiemy w ogóle na jakiej działa zasadzie? Wiemy, że jest to zmiana położenia niektórych obiektów, przez przekazanie energii kinetycznej przez inne. Kiedy zostanie przekazana energia kinetyczna do naszego ciała, nasze nerwy zinterpretują to jako dotyk. A co z obiektami, których nie możemy dotknąć? Które nie przekazują tej energii? Jak w ogóle zdefiniujemy coś, co istnieje? Może tym, że można to zobaczyć, dotknąć, czy zaobserwować jakimkolwiek zmysłem. Np. snop światła; widzimy go, jako coś co istnieje, lecz nie ma zapachu, nie ma smaku, nie możemy go w końcu dotknąć. A co, jeżeli byśmy czegoś nie widzieli, a mogli tego dotknąć? Czy to w ogóle jest możliwe? Owszem – choćby szkło.

Skoro tak jest, to czemu nie mogłyby istnieć obiekty, których nie da się zaobserwować żadnym zmysłem?

Może naszym wyznacznikiem istnienia jest oddziaływanie obiektu istniejącego z otoczeniem. Lecz co, jeżeli obiekt nie oddziałuje z obiektami, które potrafimy zaobserwować? Nie możemy wtedy zaobserwować zmian i dowieść istnienia jakieś niewidzialnej siły, nawet jeżeli dany obiekt będzie istniał.

Nasz mózg analizuje świat zauważając prawidłowości. Nazywamy to systemem przyczynowo–skutkowym. Łatwo to zobrazować przykładem: kamień nie może spaść, póki nie zostanie podniesiony. Do skutku – upadku, potrzebna jest przyczyna – podniesienie, lecz czy jest to uniwersalne prawo? Energia jest przekazywana, zawsze musi gdzieś trafić wywołując skutek, lecz czy ten skutek zawsze będzie zauważalny? Puknięcie głazu nie spowoduje jego przesunięcia. Co się więc dzieje z tą energią? Nic w przyrodzie nie ginie, prawo zachowania energii obowiązuje, więc będzie ona krążyła po głazie bez końca, czy przeniknie wgłąb Ziemi odwiedzając miejsca, których człowiek może nawet nigdy nie zobaczy? A może skumuluje się wraz z innymi "porcjami" energii i wywoła jakąś katastrofę lub zjawisko na drugim końcu kuli ziemskiej?

Z punktu widzenia naszego umysłu my znajdujemy się cały czas w jednym miejscu, a świat przesuwa się względem nas. Wszystko się zmienia, pojawiają się cały czas coraz nowe impulsy, które tworzą to, co nazywamy rzeczywistością. Jaki mamy wpływ na ich odbieranie? Przecież to nie jest rzeczywistość – tylko sygnały nerwowe. Nauczyliśmy się od dziecka, że wysyłając pewne impulsy można przywołać inne – w ten sposób narodziła się powoli iluzja, w której teraz wszyscy jesteśmy zamknięci. Opieramy naszą egzystencję na reakcjach na te impulsy. Czym się różnimy od robotów, które u źródła mają taki sam model zachowań? Czemu człowiek potrafi czasami sprzeciwić się instynktom i wybrać drogę, która jest sprzeczna z celem istnienia każdego zwierzęcia, a nawet wbrew logice?

Sami sobie na to wszystko odpowiedzcie. :D

 Luke_Nuke

Artykuł ten pochodzi z 2 numeru magazynu internetowego "Przebudzenie"
Dodano: 14 listopada 2006, 13:15
Ilość wyświetleń: 1480
Średnia ocena: 4.5/5 (2 głosów)
Kategoria: funkcjonowanie rzeczywistości

Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Opcja dostępna po zalogowaniu. Jeśli nie masz jeszcze konta, możesz je łatwo utworzyć.
  Szukaj w serwisie:
  Polecamy
  Logowanie





Nie pamiętam hasła

Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Korzyści z rejestracji
  Na forum
Ostatnie posty z działu
'Religie i filozofie':
Lucyfera słów kilka...
przedwczoraj, godz. 16:14 (7 odp.)
Chciałbym znać wasze zdanie..
9 maja 2008, 15:52 (5 odp.)
Czy pierwsi chrześcijanie wierzyli w reinkarnację...
9 maja 2008, 15:33 (29 odp.)
Lekcja religii w szkołach
9 maja 2008, 14:09 (61 odp.)
Nirvana, a demony
9 maja 2008, 14:06 (3 odp.)
  Kategorie

Linki do innych stron: Haley Bennett & Haley Bennett in English

Copyright © 2005-2007 Przebudzenie • Projekt, wykonanie i administracja serwisu: Nazcain • Poprawny XHTML 1.0 Strict KontaktMapa serwisu